SŁYNNY NIEBIESKI PROCHOWIEC

Słynny niebieski

prochowiec

Zobacz również

Nowoczesny spektakl multimedialny z niezwykłymi, barwnymi projekcjami wprowadzającymi widza w poetykę wielkiego mistrza ballady LEONARDA COHENA.

Koncert Romana Kołakowskiego i Teatru Piosenki

02 maja 2017, Dom Katolicki w Sandomierzu

   TEATR PIOSENKI ma zaszczyt zaprosić na niezwykły spektakl muzyczny pt. „SŁYNNY NIEBIESKI PROCHOWIEC”.

Będzie to opowieść o młodości, o miłości i buncie, o poezji, muzyce i szalonych latach rewolucji kontrkulturowej lat sześćdziesiątych.

Jej kanwą są legendarne ballady i wiersze, których autorem jest jeden z najbardziej popularnych i najwybitniejszych bardów współczesności – LEONARD COHEN, który zmarł 7 listopada 2016 roku.

Postaci z jego piosenek ZUZANNA, JANE, MŁODY, OBCY, GOŚĆ, MUZYK i POETA opowiedzą o świecie, który jest niezmienny w swojej nieustannej zmienności, ale walczące ze sobą nieustannie DOBRO i ZŁO zawsze znajdują ukojenie w największej wartości, jaką jest MIŁOŚĆ.

   Wieża Pieśni, Tańcz mnie po miłości kres, Chelsea Hotel, Closing Times, Lubię patrzeć, Jestem twój, Zacałuj mnie na śmierć, To ten walc, Zuzanna, Cygańska żona, , Słynny niebieski prochowiec, Ona jest i Alleluja! – wielkie kompozycje wspaniałego Artysty w znakomitych interpretacjach aktorskich i wokalnych. Wszystkie ballady zabrzmią w zupełnie nowych, prapremierowych przekładach Romana Kołakowskiego odkrywających przed widzami niezwykłą metaforykę Leonarda Cohena, w której amerykańska otwartości i bezkompromisowość miesza się z zachowawczą tradycją wschodnio-europejską, a religia judaistyczna z chrześcijaństwem i kontemplacją buddyjską.

WYSTĘPUJĄ

 

Agata Klimczak

Jane

 

Aleksandra Radwan

Zuzanna

 

Marcin Kątny

Obcy

 

Rafał Konieczny

Młody

 

Grzegorz Bukowski

Przyjaciel

 

Roman Kołakowski

Poeta

 

Bartłomiej Abramowicz

Pianista

 

oraz

ORKIESTRA TEATRU PIOSENKI

 

www.teatr-piosenki.pl

roman-kolakowski@wp.pl

teatr.piosenki@onet.eu

Roman Kołakowski

o Cohenie

Leonard Cohen mógłby być moim ojcem. Swój pierwszy tomik poetycki wydał w roku 1957, a więc w roku mojego nieświadomego przyjścia na świat. I jak przystało na "domniemanego ojca", miał dyskretny wpływ na moje życie. Wydawało mi się co prawda, że bliżsi mi są Okudżawa i Wysocki, ale amerykańskie brzmienie LC robiło jednak na wszystkich wielkie wrażenie. Śpiewaliśmy Cohena na studenckich imprezach, choć język rosyjski zdecydowanie dominował nad angielszczyzną. Raz usłyszałem nawet "Sisters Of Mercy" po rosyjsku. Kiedy dowiedziałem się, że jedna z koleżanek emigruje pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia - czasami czuję się jak powstaniec styczniowy - do Kanady, przy pożegnaniu miałem do niej właściwie tylko jedną prośbę. Oczywiście o płytę Leonarda Cohena. Najlepiej tę, na której jest "Partyzant". I za niespełna pół roku Poczta Polska doręczyła mi przesyłkę z płytą. Paczka była kilkakrotnie rozpieczętowywana i ponownie zaklejana - pewnie z powodu poszukiwania materiałów bezdebitowych przez SB i dolarów przez inne urzędowe i postronne osoby, w tym również pewnie przez esbeków. Dolar miał w Polsce zawsze swoją wartość! Ale dla mnie największą amerykańską wartością była poezja. Z płytą Leonarda Cohena w ręce wszędzie człowiek wyglądał znakomicie: na uniwersytecie, w kościele, w tramwaju. Na polonistyce słuchałem Cohena z Lotharem Herbstem (wkrótce ukaże się pośmiertny zbiór Jego wierszy!); w salce parafialnej u kapucynów słuchałem Cohena z ojcem Gustawem - wtedy miał najlepszy we Wrocławiu gramofon; w tramwaju dzięki Cohenowi nie zapłaciłam mandatu karnego mimo braku legitymacji studenckiej upoważniającej jej posiadacza do korzystania z biletu ulgowego.

 

Leonard Cohen był w Polsce znany i uwielbiany! Dzięki Maciejowi Zembatemu i Maciejowi Karpińskiemu - panowie przez wiele lat wspólnie tłumaczyli wiersze i piosenki Cohena, które później Maciek Zembaty śpiewał. W ostatnich latach nowe wiersze Cohena tłumaczy Daniel Wyszogrodzki. To paradoks, ale właśnie osobowość i talent tłumacza mogą być często decydujące dla odbioru poety w danym obszarze językowym, zwłaszcza dla poety łączącego swoje wiersze z muzyką.

Nie zawsze zgadzałem się z polskim brzmieniem tekstu zaproponowanym przez Karpińskiego i Zembatego, ale należy stwierdzić, że tembrowi głosu Autora "Zgryzu" Leonard Cohen zawdzięcza w Polsce nie mniej niż własnemu oryginalnemu barytonowi.

W Ameryce Cohen miał Judy Collins, która zrobiła z jego "Suzanne" prawdziwy folkowy przebój. Nad Wisłą miał Zembatego. A w Australii Nicka Cave'a, który w roku 1999 zastanawiał się podczas próby na PPA we Wrocławiu, czy bliższy jest mu Dylan czy Cohen - i doszedł do wniosku, że jednak Cohen. Dlaczego? Bo jest smutniejszy. I mistyczny.

Ciekawą rzecz zauważył w rozmowie ze mną Bułat Okudżawa: najsmutniejsze piosenki Leonarda Cohena skomponowane są w tonacjach C-dur. To skutek przeniesienia do stylistyki zachodniej orientalnych brzmień i skal z tradycji żydowskiej. Pomieszanie tradycji i konwencji wydaje się być dla twórczości Cohena rzeczą podstawową. Muzycznie najwięcej czerpie z amerykańskiego folku, a nawet wprost z country. Tradycja bluesowa pozwala mu na swobodne kształtowanie frazy wiersza - słowa nie są dokładnie wpisane w melodię (bardzo często dyskretnie nuconą przez cudowne, kobiece, anielskie głosy), ale oplatają ją, krążą wokół niej, zbliżają i oddalają, dodatkowo eksponując jej ujmujące prostotą piękno.

 

Poetycko jest obywatelem świata. Kanadyjski Montreal, gdzie mały Lenny się wychował, jest miastem co najmniej dwujęzycznym. Wszędzie słychać naprzemiennie angielski i francuski. W domu Cohena rozmawiano także w jidysz, czasem po rosyjsku, a nawet po polsku. W sąsiedztwie mieszały się włoski, grecki, niemiecki Poecie równie bliska jak kontrkultura amerykańska, jak literacka tradycja europejska. Z jednakową swobodą przywołuje postać Jahwe, co Pana Jezusa, który był żeglarzem W młodości, podczas wojny sześciodniowej, pojechał do Ziemi Świętej i Obiecanej wspierać duchowo swoimi pieśniami żołnierzy izraelskich. Na starość szukał ukojenia w buddyjskim klasztorze.

Wybiera z uniwersalnej kultury całego świata to, co najlepsze, najpiękniejsze, najbardziej wzniosłe. I okrywa (ochrania, osłania, otula) to najprostszym, choć przecież legendarnym „Słynnym niebieskim prochowcem” swoich pięknych słów.

 

Cohen zawsze śpiewa o miłości. Nawet jeśli śpiewa o nienawiści. Śpiewa o wolności. Nawet jeśli śpiewa o zniewoleniu. Śpiewa o Bogu, nawet jeśli nazywa go Szatanem. Śpiewa o człowieku, nawet jeśli nazywa go mężczyzną lub kobietą. Śpiewa o odwadze, nawet jeśli wyraźnie słychać, że jest pełen obaw, lęków, niepewności.

 

Powiedział kiedyś, że w gruncie rzeczy „czuje się wesołkiem”. Zaskakujące? Nie!

Jego wiersze i pieśni pełne są ironii i groteski, pobłażliwego traktowania ludzkich słabości – swoich słabości.

 

Do Cohena trzeba dorosnąć, dojrzeć… Kończąc sześćdziesiątkę, mając za sobą przekłady Brechta, Okudżawy, Wysockiego, Brela, Waitsa, Cave’a, a przed sobą ostatnią płytę Pana Leonarda, która jest pożegnaniem TEGO, a powitaniem TAMTEGO świata, postanowiłem

zaprosić do współpracy młodych znakomitych artystów, aktorów i muzyków, by wspólnie zasłuchać się w nowe brzmienia WIELKIEGO BARDA. I podzielić się naszym wzruszeniem z WIDZAMI.

 

 

Roman Kołakowski