STRUNY NA ZIEMI

Struny na ziemi

Koncert Włodka Pawlika

30 kwietnia 2017, Zamek w Sandomierzu

Zobacz również

Występują: Włodek Pawlik, Lora Szafran, Marek Bałata

wiersze czytają Andrzej Seweryn i Daniel Olbrychski

Wyśpiewać Iwaszkiewicza...? Wyjątkowo szczęśliwy pomysł, mający zresztą piękną tradycję.

 

Pierwszym kompozytorem, który pisał utwory wokalne do wierszy tego znakomitego poety był Karol Szymanowski. Złączony z Iwaszkiewiczem pokrewieństwem i przyjaźnią, bez trudu rozpoznał w jego liryce organiczną muzykalność, która była wyrazem talentu i muzykalności autora. Młody Iwaszkiewicz, zanim jeszcze poświęcił się literaturze, odebrał wykształcenie muzyczne. W latach 1912-1918 studiował w kijowskim konserwatorium w klasie fortepianu, oraz próbował sił jako kompozytor. Po I Wojnie Światowej współtworzył z Szymanowskim libretto do opery "Król Roger". Wiele stron poświęcił muzyce i muzykom, pisząc biografię Chopina, Bacha oraz liczne teksty o Szymanowskim. Muzyka był tematem iwaszkiewiczowskich strof - strofy inspirowały muzykę. Oprócz Szymanowskiego do jego wierszy komponowali tak znakomici artyści jak Tadeusz Szeligowski czy Tadeusz Baird. Iwaszkiewiczem interesował się Czesław Niemen, a jego interpretacje nie przestają zachwycać.

To co przed laty zrobił Niemen, obecnie - w zupełnie innym, choć równie odkrywczym i fascynującym stylu - czyni Włodek Pawlik nawiązując do tradycji, która sięga czasów Krzysztofa Komedy i jego koncertów "Jazz i poezja". To na pozór nieoczekiwane zderzenie uświadamia jak świetnym poetą był Jarosław Iwaszkiewicz. W powszechnym odbiorze uważany (słusznie!) za autora niezrównanych opowiadań - z wielkim powodzeniem filmowanych przez Andrzeja Wajdę - swoją drogę pisarską zaczynał od wierszy i prozy poetyckiej. Po opuszczeniu Ukrainy w 1918 roku, przyłączył się do młodych, utalentowanych, i upojonych odzyskaną niepodległością rówieśników, którzy w kawiarni "Pod Pikadorem" przy ulicy Nowy Świat w Warszawie hałaśliwie otwierali zupełnie nowy rozdział w dziejach rodzimej poezji. Założywszy własne pismo pod tytułem "Skamander" wkrótce stali się szeroko rozpoznawalni, zyskując miano "grupy Skamandra", lub po prostu "Skamandrytów".

Dwudziestolecie międzywojenne było czasem ich największej świetności i największego powodzenia. Wydaje się jednak, że wiersze Iwaszkiewicza - z początku zmysłowe i nasycone erotyzmem, później coraz bardziej refleksyjne, naznaczone przemijaniem - pozostawały w cieniu twórczości sławniejszych kolegów: Juliana Tuwima, Jana Lechonia, Antoniego Słonimskiego i Kazimierza Wierzyńskiego. Warto wspomnieć, iż pod wielkim urokiem poezji Iwaszkiewicza pozostawał w latach 30-tych młody Czesław Miłosz.

Z czasem jednak sytuacja miała się zmienić. Zaryzykowałbym opinię, że Iwaszkiewicz im stawał się starszy, tym lepszym stawał się poetą, dając wyraz najgłębszym doświadczeniom egzystencjalnym człowieka, który żyjąc namiętnie w "czasie marnym", zaznał szczęścia i nienasycenia, miłości i rozpaczy; by wreszcie, z pogodą starego klasyka, zaakceptować przemijanie i śmierć. Łaska długowieczności (zmarł w 1980 roku, przeżywszy 86 lat) łączyła się z darem twórczej płodności niemal do ostatnich dni. Jego późne tomy poetyckie: "Xenie i elegie", "Śpiewnik włoski", "Mapa pogody", czy pośmiertnie wydana "Muzyka wieczorem" były swoistymi objawieniami. Wcale mnie nie dziwi, że wiersze z tych właśnie tomów zainspirowały Włodka Pawlika, który nieomylnie jak niegdyś Szymanowski usłyszał w nich muzykę. Można by rzec, iż wiersze te w naturalny sposób śpiewają. Myślę, że nie uchybię klasycznej doskonałości Iwaszkiewicza, jeśli o nader oryginalnym przedsięwzięciu Pawlika i jego przyjaciół powiem z niekłamanym zachwytem: "ALE JAZZ!".

 

Janusz Majcherek